Interwencja nad Jeziorem Głębokim po ataku psów na łabędzie. Miasto zapowiada działania
Na Jeziorze Głębokim doszło do sytuacji, która mogła skończyć się tragicznie dla łabędziej rodziny. 1 lipca dwie kobiety spacerujące z psami dopuściły do tego, że zwierzęta wbiegły do wody w pobliże pary łabędzi z sześcioma młodymi, jeszcze nielotnymi ptakami.
Niebezpieczne spotkanie nad wodą
Według relacji Macieja Krzeptowskiego, Honorowego Ambasadora Szczecina, ptaki w tej okolicy nie reagują lękiem na obecność ludzi, co może wynikać z częstego dokarmiania ich przez osoby odwiedzające teren. Właśnie dlatego sytuacja rozegrała się bardzo szybko: psy zbliżyły się do brzegu, a następnie wskoczyły do wody.
Ptaki nie boją się ludzi, można się do nich zbliżyć, a to pewnie dlatego, że bywają dokarmiane przez "miłośników zwierząt". Około południa byliśmy świadkami gorszącej, karygodnej sceny. Dwie panie z pieskami, które nie były prowadzone na smyczach, zbliżyły się do miejsca gdzie blisko brzegu pływała łabędzia rodzina. Nagle oba psy rzuciły się do wody.
Maciej Krzeptowski, Honorowy Ambasador Szczecina
Jak opisał Krzeptowski, samiec stanął w obronie młodych. Właścicielki próbowały przywołać psy, ale bez skutku. Dopiero wspólny krzyk osób obecnych na miejscu sprawił, że zwierzęta opuściły wodę.
Na powierzchni zostały ślady po szarpaninie: pióra i puch unoszące się wokół miejsca zdarzenia. To właśnie ten obraz najlepiej pokazał, jak poważne było zagrożenie dla ptasiej rodziny.
Apel o oznaczenia i ostrzejszą reakcję
Maciej Krzeptowski zwrócił uwagę, że podobne incydenty mogą się powtarzać, jeśli teren nie zostanie lepiej zabezpieczony informacyjnie. W jego ocenie potrzebne są tablice przypominające o obowiązku prowadzenia psów na smyczy w związku z obecnością łabędzi z młodymi.
Jednocześnie zaznaczył, że sama obecność ptaków przyciąga uwagę spacerowiczów, dlatego sprawa wymaga szybkiej reakcji. Chodzi nie tylko o ochronę jednego gniazda, ale też o ograniczenie ryzyka kolejnych konfrontacji ludzi ze zwierzętami.
Miasto: zakaz został złamany
Paulina Łątka z biura prasowego miasta oceniła opisaną sytuację jednoznacznie. Jak podkreśliła, doszło do zachowania „absolutnie karygodnego”, które narusza zakaz puszczania psów luzem w lesie i może być traktowane jako płoszenie dzikich zwierząt.
Z doświadczenia przyrodniczego wynika, że oznaczanie i wskazywanie konkretnych miejsc bytowania dzikich zwierząt czy gniazd ptasich przynosi odwrotny skutek i zamiast je chronić, przyciąga jeszcze więcej osób, które zakłócają spokój zwierząt, a nawet stwarzają zagrożenie.
Paulina Łątka, biuro prasowe miasta
Miasto nie zamierza więc ujawniać dokładnej lokalizacji gniazda. Zamiast tego w okolicy mają pojawić się dodatkowe tabliczki przypominające o obowiązku prowadzenia psów na smyczy, a służby patrolujące lasy miejskie mają zintensyfikować kontrole także pod tym kątem.
Dlaczego ta sprawa ma znaczenie dla mieszkańców
To zdarzenie pokazuje, że bezpieczeństwo dzikich zwierząt w terenach rekreacyjnych zależy nie tylko od działań służb, ale też od zachowania spacerowiczów. Dla lokalnej społeczności to ważny sygnał, że lekceważenie zakazów może prowadzić do realnego zagrożenia dla zwierząt, a także do konfliktów w miejscach często odwiedzanych przez mieszkańców.
Sprawa ma też wymiar praktyczny: lasy i okolice jezior są przestrzenią wspólną, w której obowiązują konkretne zasady. Ich ignorowanie wpływa na komfort innych osób, ale przede wszystkim na bezpieczeństwo ptaków i ich młodych.
Co będzie dalej
W najbliższym czasie w rejonie mają pojawić się kolejne tablice informacyjne, a patrole mają częściej kontrolować ten fragment lasów miejskich. Miasto liczy, że takie działania ograniczą ryzyko podobnych zdarzeń i poprawią ochronę zwierząt przebywających w tej okolicy.
Informacje przekazał Urząd Miasta w Szczecinie.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!